czwartek, 22 maja 2014

Pierwsza misja

Najmocniej przepraszam, że tak długo nie pisałam! Jak chcecie, to możecie mnie uderzyć! Tylko najpierw znajdźcie sposób jak mnie uderzyć przez internet... A, właśnie... Pomyślałam sobie, że byłoby fajnie podzielić cały fanfic na sagi. Więc rozdziałem "Misja: Nora"
KOŃCZYMY SAGĘ "WATAHA"
A ten rozdział dedykuję wszystkim moim przyjaciołom. <3
***
   -Lucy, muszę ci coś powiedzieć...- powiedział Natsu
-Mów.- odpowiedziała Lucy
-Kocham cię.
   Wilczyca gwałtownie otworzyła oczy. Spostrzegła, że to był sen, a ona sama, bezpiecznie leży w swoim łóżku, w swojej norze. Przeciągnęła się i przewróciła na drugi bok i... to był błąd. Rozległ się przerażający krzyk Lucy, wywołany obecnością Natsu w jej łóżku, na wskutek którego nieproszony gość się obudził.
   -Co ty tutaj robisz?!
-Ja wytłumaczę!- tymi słowami wilk ocalił swój łeb przed poduszką Lucy- Znalazłem misję. Łatwa i nieźle płatna. 100 tysięcy kryształów ze mną w drużynie masz w łapie! Dla mnie zostanie tyle samo. W każdym razie- przyszedłem tu z tą misją, ale spałaś i nie chciałem cię budzić. Usiadłem na twoim łóżku i... się zdrzemnąłem. Obudził mnie dopiero twój wrzask.
-Aha. Mam nadzieję, że nie kłamiesz. To... kiedy wyruszamy?
-Czemu nie teraz?
***
Zaraz! Najpierw tłumaczę! Jak na pewno zauważyliście magowie są wilkami. Z kolei niemagiczni ludzie są zwykłymi homo sapiens (niektórzy nie bardzo sapiens, ale nieważne), a magów też widzą jako homo sapiens (i tu już większość jest nie bardzo sapiens!), a nie wilki.
   Więc Lucy, Natsu oraz Happy jechali karetą zaprzężoną w gigantyczną, fioletową i owłosioną świnię (XD).
   -A właściwie na czym ta misja ma polegać?- zapytała Lucy
-Nic wielkiego.- powiedział Natsu w chwili, kiedy na chwilę przestał rzygać dalej niż widzi (sorry, ale musiałam to napisać XD)- Musimy zabić mantykorę, która terroryzuje miasteczko Toboe.- nic więcej nie powiedział, bo choroba lokomocyjna nie dawała mu żyć
-Mantykorę?!- przestraszyła się Lucy
-Nie bój się, Natsu nie takie rzeczy pokonywał w dzieciństwie!- pocieszał Happy
-Serio?! W dzieciństwie?!
-Aye!
-Lucy- wydukał Natsu- Daj Aviomarin...
-Skończył się! Myślałam, że dwa pudełka wystarczą!
   No i właśnie tak minęła im droga do terroryzowanego przez mantykorę miasteczka Toboe.
***
OGŁOSZENIA!
1. Tym razem tylko jedno ogłoszenie. 1 KOM.= 1 PUDEŁKO AVIOMARINU DLA NATSU
KAWAIIIIIIII!!! <3 :3

środa, 7 maja 2014

500+ SPECIAL


Misja: Nora

Ten rozdział dedykuję TOBIE.
Dziękuję, że to czytasz.
***
   -Oj, Natsu i po co zacząłeś?!- mówiła Lucy opatrując głowę różowego wilka z naprawdę wielkim guzem
-Gdyby ten baka Gray mnie nie wkurzał...
-No już dobrze, przecież wiem jak się uwielbiacie!
-Powiedziała wilczyca po trzech dniach w Fairy Tail... Poza tym ja go nie lubię!
-Wytłumaczycie to sobie później. Teraz musimy zająć się moją norą, bo jak jeszcze jeden raz będę spała u ciebie... to już będzie ciut dziwne.
-Gdzie masz zamiar wykopać tę norę?
-Cóż... mniej więcej... dokładnie tam gdzie teraz stoisz.
   Natsu od razu wziął się za kopanie.
-Zaraz...- zdziwiła się Lucy- Co ty robisz?
-Kopię norę. Nie widać.
-Mam lepszy sposób...
   Różowy wilk odwrócił w stronę Lucy umorusany pysk i zaraz otwarł go ze zdumienia. Nie dziwię mu się. Też byłabym zdziwiona.
   Lucy wzięła jeden z kluczy, a chwilę potem stała przed nią czarno-biało-różowa wilczyca z niebieskimi oczami. 
-Tak, Księżniczko?
-Gdybyś mogła wykopać mi ładną norkę...
-Tak jest.
   Minęło pięć minut, a nora była wykopana.
Lucy weszła do środka.
-Ma świetny kształt, ale...- wilczyca wyszła- Ziemia w środku jest bardzo miękka.
-Czy zostanę za to ukarana?- wtrąciła wilczyca
-Nie, Virgo, możesz już iść. Jakoś sobie poradzimy.
-Tak jest Księżniczko.- odpowiedziała Panna, po czym dodała szeptem- I gratuluję, Księżniczko, znalezienia chłopaka.- po czym zniknęła
-To nie mój...
-Co nie twój, Lucy?- zapytał Natsu
-Nic, nic...- wilczyca zarumieniłaby się gdyby nie była wilkiem
***
-Nie wiedziałem, że jesteś Magiem Gwiezdnych Duchów.
Wilczyca popatrzyła na niego zażenowana i powoli wskazała łapą na klucze wiszące u jej szyi.
-Tego... nie zauważyłeś...
-Aaa... No, w każdym razie co masz zamiar zrobić z tą miękką ziemią.
-Miałam zamiar zwilżyć ściany i z twoją pomocą wysuszyć. Wtedy wszystko by stwardniało. Ale... Aquarius powiedziała ostatnio, żebym jej nie wzywała, bo wyjeżdża ze swoim chłopakiem gdzieśtam i nie mam dostępu do wody.
-Ja też nie mam dostępu do wody, ale coś poradzę...- powiedział, po czym zawył. Kiedy przestał, Lucy spytała:
-Czy ty robisz sobie ze mnie jaja?
-Poczekaj...
   Lucy podskoczyła ze strachu, kiedy zauważyła obok siebie Graya.
-Przed chwilą... go tu nie było...
-No i po coś mnie wzywał, Zapałko?
-Wezwałem cię na prośbę tej tutaj, Pingwinku.
   Gray spojrzał na Lucy wyczekująco.
-Więc?
   Wilczyca wytłumaczyła wszystko czarnemu wilkowi i wyjaśniła na czym polega jego zadanie.
-No, dobra. Pod jednym warunkiem.
-Słucham.
Gray powiedział jej coś na ucho.
-CO?! O nie, nie ma mowy!
-Nie ma mowy, nie ma nory.
-Niech będzie, ale dopiero jak skończysz.- zdecydowała Lucy
   W tym momencie przyleciał Happy.
-Coś przegapiłem? 
Natsu powiedział mu o wszystkim.
   Gray wlazł do nory. 
-ICE MAKE: Lodowa Tafla!
Wszystkie ściany, podłoga i sufit pokryły się lodem.
-To wszystko?-zapytał Gray
-Tak, jeszcze Natsu stopi to i wysuszy. Do dzieła!
Chwilę potrwało, zanim nora była gotowa.
-Mogłem jednak użyć lodu, który nie jest ognioodporny.- zaśmiał się Gray
   Natsu wygrzebał się zmęczony z nory.
-Gray, ty debilu... Gdybym nie stracił przy tym prawie całej mocy, to bym ci przypieprzył.
-Teraz przynajmniej nora będzie wytrzymalsza.- czarny wilk nie robił sobie nic z wściekłego Salamandra- Panienko, a co z naszą umową?
   Lucy zrzedła mina.
-No... tak... faktycznie.
Teraz Natsu był przerażony, podobnie jak Happy. To jednak Gray. Czego on mógł chcieć? Smoczy Zabójca nie chciał sobie nawet wyobrażać co się zaraz stanie.
   -Trzy tysiące kryształów, wedle umowy.- Lucy podała Gray'owi czek, wypisany kiedy Natsu robił wszystko, by stopić lód.
-Dzięki. To cześć.- powiedział Mag Lodu i odszedł
    Chwilkę potem rozległo się głuche tąpnięcie. Wilczyca obejrzała się i zobaczyła nieprzytomnego Natsu. 
-Aye, puściły mu nerwy!
*** 
Ogłoszenia pa... no może diecezjalne, dla odmiany.
1. Bóg zapłać za przeczytanie.
2. Kto chce dedyk na następny rozdział? Piszcie w komentarzach :).
Idźcie w pokoju. Chyba, że chcecie jeszcze skomentować.
Nawet nie wiecie ile można przerabiać taki obrazek...

piątek, 25 kwietnia 2014

Smok i Księżniczka- mój pierwszy one-shot

 Tego one-shota dedykuję mojej klasie. Nie pytajcie dlaczego, bo nie wiem.
Mówię, póki okazja! Wiem,że jest dużo one-shotów o smoku i księżniczce. Nie "odgapiałam" tego od nikogo, żadnego one-shota takiego typu, za wszystkie podobne sceny, dialogi itp. bardzo przepraszam. 
 ***
-Księżniczko! Pora wstawać!- wołała różowowłosa pokojówka
-Zaraz Virgo...- odpowiedziała dziewczyna i przykryła głowę poduszką.
-Ale… Dziś wielki dzień.
-O mamo! No tak!- złotowłosa dziewczyna zerwała się z łóżka, a właściwie łoża… zajmowało dużą część pokoju, który i tak był gigantyczny, ze względu na to, że był zamieszkany przez księżniczkę. Urządzony z przepychem, ale nie przesadnym, stanowił najpiękniejszy z wielu pokoi zamku Heartfiliów.
   -Virgo! Podaj mi suknię! I… moje włosy! Trzeba coś z nimi zrobić!- Lucy Heartfilia chodziła po pokoju narzekając na swój wygląd. Virgo, jej służąca, ale też najlepsza i jedyna przyjaciółka, zachichotała pod nosem.
-Spokojnie, Lucy-chan, zaraz coś poradzimy.
***
   Godzinę potem Lucy była już pięknie ubrana i uczesana. W białej sukni z długim trenem oraz uczesana w kok obwiązany białą wstążką wyglądała jak panna młoda. I właśnie tak było… Za chwilę miała poślubić Lokiego. Wprawdzie wcale go nie kochała, tak naprawdę nigdy go nie widziała, ale jako jedyna dziedziczka majątku Heartfiliów musiała złączyć dwa rody, by tym samym połączyć zyski dwóch bogatych rodów.
   -Virgo-chan… Czy ty widziałaś kiedyś tego Lokiego?- zapytała Lucy
-Myślałam, że już dawno go poznałaś.
-Nie… Ale chodźmy już, bo spóźnię się na własny ślub.
***
   Pogoda dopisywała, słońce grzało, na niebie nie było ani jednej chmury. Wprost wymarzony dzień na ślub. Z tej racji postanowiono zaślubić przedstawicieli dwóch rodów przed, a nie wewnątrz kaplicy nieopodal zamku Heartfiliów. Wszyscy siedzieli już w ławkach, Heartfiliowie po prawej od stołu ofiarnego, ród Lokiego po lewej, pan młody czekał pod ołtarzem. Kiedy Lucy go zobaczyła miał na sobie czarny garnitur i niewielkie, przyciemniane okulary na nosie. Jego włosy były karmelowe, a twarz zdobił uśmiech. Panna młoda uznała, że jest naprawdę przystojny, ale serce podpowiadało jej, że to nie jest „ten jedyny”. Jednak organista dał już znak, Lucy szła powoli w kierunku ołtarza, podekscytowana, ale i smutna.
   W końcu kapłan podpowiadał słowa przysięgi Lokiemu:
-Powtarzaj za mną. Ja, Loki…
-Ja, Loki…
   Lucy słuchała tylko do tego momentu, bo obserwowała zbierające się na niebie ciemne chmury. W końcu zakryły słońce. Dziewczyna przeczuwała, że coś się święci.
   -Ekhm… Księżniczko…- zakłopotany kapłan sprawił, że wróciła na ziemię- Powtarzaj. Ja, Lucy…
-Ja, Lu…
   Nagle, z ogłuszającym hukiem, w ziemię trafił piorun. Potem więcej. Goście byli w panice. W końcu uderzyła największa błyskawica. Hałas i wstrząs był tak wielki, że Lucy upadła na ziemię. Po tym uderzeniu chmury się rozeszły, a pył, który podniósł się z ziemi w trakcie burzy, opadł. Wtedy wszystkim ukazała się ogromna szczelina pomiędzy dwoma rodami. Po policzku Lucy spłynęła łza, tworząc bruzdę w kurzu, pyle i ziemi na jej twarzy. Nikt jednak nie spodziewał się tego, co za chwilę miało się zdarzyć.
   Zanim wszyscy wrócili na miejsca, rozległ się potworny ryk. Większość osób schowała się pod ławki, odważniejsi szukali przyczyny hałasu. Jeden z nich spojrzał w niebo:
-Smok!!! To SMOK!!!
   Wszyscy spojrzeli w niebo i, ku swej zgrozie, rzeczywiście kołował nad nimi wielki, szkarłatny smok. Krążył tak przez jakiś czas, w końcu zawisnął w powietrzu i zionął ogniem. Na szczęście nikt nie ucierpiał, ale za to dym unosił się przez kilka minut. Po zniknięciu dymu, okazało się, że smok jest już daleko na horyzoncie.
   -Co ten smok sobie wyobraża!- denerwowała się starsza pani z jakiegoś rodu- Zniszczył wszystko, co pozostało po tym ślubie!
   -Księżniczka!- krzyknęła Virgo- Nie ma jej!
   Na ziemi, gdzie stała panna młoda widziały ślady smoczych szponów. Oba rody zaczęły poszukiwania, ale na marne, bo Lucy już dawno odleciała razem ze smokiem, który w dodatku mógł mieć swoją jaskinię w całym Fiore.
***
   Lucy leciała w szponach smoka, jednak wcale się go nie bała. Nie zrobił jej krzywdy, więc dziewczyna pomyślała, że ten gad nie jest agresywny. Jednak po pewnym czasie przypomniała sobie legendy, które czytali jej rodzice, gdy była mała. „Smoki porywają dziewice do swoich jaskiń, a następnie pożerają…”- te słowa wyryte w jej pamięci wzbudziły jej przerażenie.
   Nawet nie zorientowała się, kiedy smok położył ją delikatnie na ziemi przy wejściu do jamy.
   -Hej, ty! Smoku, jeśli chcesz mnie pożreć, to zrób
to samo z sukienką! Przynajmniej nie stracę resztek dumy!
-Pożerać? Kto tu mówi o pożeraniu?
-O mój Boże. Nie dość, że smok, to jeszcze gada.- szepnęła do siebie Lucy, po czym powiedziała głośniej- Smoku! Jak cię zwą?
-Nie zdradzę ci mojego imienia, ale mów do mnie Salamander.
-Więc, Salamandrze! Po cholerę żeś mnie porwał?
   Tą sprawę smok przemilczał, ale zapytał gościnnie:
-Czy jest księżniczka głodna? A może spragniona?
-Skoro pytasz… A co masz do jedzenia?
-Co tylko chcesz!
-Hmmm, więc… Głodna jestem. To co będzie najszybciej.
-Loda?
-Zbereźny smok. Kilka jabłek, może trochę gruszek…
-Już się robi! A co do tego loda…
-NIE!!! Owoce.
-Hej, jak dalej będziesz taka, to zjem cię jednym kłapnięciem. To znaczy, jeśli jesteś dziewicą… Bo jesteś, co nie?
-Tak…
-Więc pora to zmienić.
-No nie dość, że smok, to jeszcze gwałciciel!
-To ja już lecę po te twoje owoce…
   Smok odleciał w poszukiwaniu owoców.
-Ciekawe… W żadnej legendzie nie czytałam, że smoki są takie zboczone… Cóż, ale gdybym miała wybierać między śmiercią w jego paszczy, a… jego propozycją jedzenia, to wybrałabym raczej to drugie…
***
   Lucy obudził ryk smoka. Od razu pobiegła zobaczyć co się dzieje.
   Salamander stał w pozycji gotowej do obrony, a przed nim był rycerz z herbem Heartfiliów na zbroi. Rycerz zobaczył Lucy i przedstawił się:
-Księżniczko, kapitan Gray Fullbuster do twoich usług.
-Co ty tutaj robisz?- zapytała zdziwiona Lucy
-Przysłano mnie tu abym pokonał tego gada i sprowadził cię z powrotem do naszego króla.
-COOO?! Gada?!- Salamander wyglądał na wkurzonego
-Ano tak.-przypomniał sobie rycerz.Miałem z tobą skończyć.
-No, spróbuj tylko!
   Walka trwała w najlepsze. Smok ział ogniem, Gray był zmuszony osłaniać się tarczą, która i tak w końcu stanęła w płomieniach. Kapitan odrzucił ją i od teraz chował się za skałami. Jednak Salamander w końcu musiał wziąć oddech. Gray nie zmarnował tej okazji i rzucił mieczem, który utkwił w szyi smoka. Rozległ się okropny ryk. Lucy polubiła Salamandra i nie chciała, by stała mu się krzywda. Smok przestał ryczeć i krzyknął ze złością:
-Ty idioto! O mało mi łuski nie obluzowałeś!!!
-Co?! To… to niemożliwe! Jakim cudem przeżyłeś?
-Prócz łusek mam grubą skórę. Udałoby ci się, gdybym był w normalnej postaci.
   -Zaraz, jak to? Co znaczy „Normalna Postać”?!
-Prędzej czy później byś się dowiedziała, więc…- smok wyjął miecz i wyrzucił go z jaskini jak wykałaczkę.
   Lucy nawet nie zauważyła, kiedy na miejscu smoka pojawił się młody, różowowłosy mężczyzna w białym szaliku w kratkę. „Najprzystojniejszy facet na świecie…”- pomyślała Lucy, ale przypomniała sobie, że ma poślubić Lokiego. Miała jednak plan awaryjny.
***
   Jakiś tydzień po walce rycerza i smoka, który okazał się nie być smokiem, kapitan był już domownikiem tak samo jak Lucy i Salamander.
   -Zaraz, Salamandrze!- Lucy chyba sobie o czymś przypomniała
-Tak, księżniczko?
-Ty chyba mi nie powiedziałeś jak masz naprawdę na imię.
-Faktycznie. Więc na imię mam Natsu.
   „Piękne… tak samo jak jego właściciel…”- rozmarzyła się Lucy, ale powiedziała tylko:
-Aha. Dobrze wiedzieć.- potem dodała w myślach „Muszę mu powiedzieć! Ale ten cholerny Gray… Nie potrzeba świadka…”.
   Natsu, jakby czytał w jej myślach (a może to przypadek?) powiedział:
-Gray, pofatyguj się może po coś do jedzenia.
-Czemu ja?- oburzył się kapitan
-Bo masz przy sobie broń…
-A czemu ty nie zamienisz się w smoka?
-Przemieniłem się w człowieka tydzień temu, tak? W smoka będę mógł dopiero za trzy tygodnie.
-Czyli, że pomiędzy przemianami musi upłynąć miesiąc.-wydedukował Gray
-Brawo, zdobywa pan milion kryształów! A teraz niech pan ruszy dupę po coś do jedzenia!
   Gray zrozumiał, że tą bitwę przegrał (znowu) i wyszedł z jaskini. „Teraz”- pomyślała Lucy.
***
   -Natsu…- Lucy miała motylki w brzychu- Ja… muszę ci coś powiedzieć…
-Ja też chcę ci coś wyznać…
-To… ty pierwszy.
-Pamiętasz może jak pytałaś mnie po co cię porwałem?
-Tak.
-Czas, byś poznała odpowiedź. Więc… po prostu… spodobałaś mi się.- Natsu zacisnął powieki jakby czekał na cios- Wiem, to głupie z mojej strony.
-Zdziwisz się… Bo… Ja… Kocham cię.
   Natsu otworzył oczy i spojrzał na dziewczynę. Stali tak długą chwilę, w końcu ich usta zaczęły się do siebie zbliżać i w końcu połączył je pocałunek.
   -To… ja może wyjdę jeszcze na chwilę…- powiedział Gray z zabitą sarną na plecach. W jednym momencie parka odskoczyła od siebie.
-Nie, nie. Wchodź!- speszył się Natsu
-Nie udawajcie, ja tam chwilę stałem, więc ten…
   Wszyscy zaczęli się śmiać.
-O mamo! Zapomniałam o moim planie, w razie gdybyśmy z Natsu… cóż… byli parą.
   Lucy wyjęła małą szkatułkę z równie małej kieszonki w sukience. Otworzyła ją i powiedziała:
-Ten ksiądz przed ślubem chyba coś przeczuwał. Bał mi to i powiedział, że kiedy to nacisnę- wskazała na niewielki przycisk- on się zjawi.
-Ale po co go tu przywołasz?- zapytał Gray
-A jak myślisz?! No już nawet ja się domyśliłem!
-Nie kłóćcie się!- zdenerwowała się Lucy i nacisnęła przycisk.
-No i gdzie on jest?- spytał kapitan
-Zaraz za tobą.- rzekł kapłan- Więc, po co tutaj…- spojrzał na Natsu i Lucy trzymających się z ręce- Ach, tak. Ale może… przydałyby się inne stroje. Erzo!
   Obok kapłana pojawiła się młoda dziewczyna o czerwonych włosach. Była w zbroi.
-Kapitan Erza, do usług!
-Erza!- powiedział Gray
-Gray, to ty?- Erza odwróciła się do niego (Od tego momentu przepraszam wszystkich fanów Jerzy!)- Tak się o ciebie martwiłam!
   -Zaraz, znacie się?- zapytał Natsu
-Czy się znamy?- zaczęła Erza- Gray oświadczył mi się w tym samym dniu, w którym zostaliśmy obaj kapitanami. A ślub miał być wtedy, kiedy Gray wyjechał walczyć ze smokiem. Właśnie, gdzie ten smok.
   -Smok, do usług.- powiedział Natsu
-Czy mogę już udzielić tego, podwójnego jak widać, ślubu?
-Jeszcze stroje!- powiedziała Erza i jej zbroja przemieniła się w białą suknię ślubną. Następnie w jej rękach pojawiły się stroje dla Lucy, Natsu i Graya. W chwilę potem wszyscy byli gotowi.
   -Więc zaczynajmy.-rzekł kapłan
***
   -Panie Heartfilia! (czy ktoś mi powie jak ma na imię ojciec Lucy?) Pana córka wróciła!- lokaj wpadł do gabinetu
-Wpuść ją.
   Ledwie sługa zdążył dotknąć klamki, a już Lucy stała przed biurkiem ojca.
-Lucy, jak ty wyglądasz? I… co to za obrączka? Nie zdążyliście z Lokim sobie ich założyć.
-Z Lokim nie…
-O co chodzi?
-Loki już nie może być moim mężem.
-Córko, co za głupstwo zrobiłaś?!
-Oto mój mąż.
Do gabinetu wszedł Natsu. Ojciec Lucy był wściekły.
-Teraz już nie jesteś księżniczką. Nie mam córki.
Lucy wcale to nie poruszyło. Odwróciła się i poszła w stronę drzwi. Natsu czekał już za drzwiami. Lucy z jedną nogą za progiem dodała jeszcze:
-Zapomniałam wspomnieć. Jestem w ciąży.
Drzwi zatrzasnęły się na oczach ojca Lucy.
***
   Lucy i Natsu szli w stronę bramy.
-Ładnie go załatwiłaś.- Natsu komentował wydarzenia sprzed chwili- A z tym kitem o ciąży, to ja tam za drzwiami umierałem ze śmiechu!
-Jaki kit o ciąży?
-No… wtedy, co skłamałaś, że jesteś w ciąży.
-Tak, powiedziałam to, ale nie kłamałam.
   Natsu zemdlał.
***
   Dwaj mężczyźni siedzieli spięci przed drzwiami, z którego dochodziły krzyki dwóch kobiet. Nagle drzwi się otworzyły. Obaj równocześnie wstali i w efekcie i Natsu i Gray leżeli na ziemi.
   -I co?- równocześnie zapytali położnej
-Możecie wejść.- odparła kobieta
Drzwi mało nie wyleciały z zawiasów, kiedy młodzi ojcowie wpadli na porodówkę.
   Natsu podbiegł do łóżka, w którym leżała Lucy, Gray do Erzy.
   Pierwsza obudziła się Erza. Spojrzała na niego i powiedziała:
-Masz syna.
Gray spojrzał na dziecko. Wyglądało jak on, kiedy był mały, ale włosy miał czerwone, a oczy brązowe jak Erza.
   Za to Lucy obudziła się chwilę potem. Natsu patrzył wyczekująco.
-Córeczka.
Natsu spojrzał na mini klona Lucy, ale miała ona identyczne oczy jak jej tata i różowe włosy.
   -Nie spóźniłem się?!- do sali wpadł ten sam ksiądz, który udzielał ślubu trochę ponad dziewięć miesięcy temu- Imiona wybrane?
   Lucy spojrzała na męża.
-Nashi?
-Nashi.
   Erza spojrzała na Graya.
-Erzey? (nic lepszego wymyślić nie mogłam XD)
-Erzey.
***
I kończymy legendę o smoku i księżniczce.
***
OGŁOSZENIA PARAFIALNE!
1. Oto jest! One-shot. To powód, dla którego nie pisałam tak długo.
2. Mam prośbę. Niech ktoś napisze w komentarzu jak ma na imię ojciec Lucy!

niedziela, 6 kwietnia 2014

Po prostu NALU

Właśnie oglądnęłam nowy odcinek Fairy Tail. Takie Nalu bardzo :3. No normalnie rzygam tęczą. EUFORIA CAŁKOWITA!!! :D :D :D 

Zdjęcie: xD True or not minna?
~Lucy

Zdjęcie: SPOILER
.
.
.
.
.
.
Lucy was almost killed by a dragon and Natsu saved her *o*
~Lucy

Zdjęcie: NOW I CAN'T WAIT FOR THE NEXT CHAPTER :D 
~Lucy
Mam fazę!
Zdjęcie: This gave me butterflies in the stomach :3
~Lucy

Zdjęcie: Nyahahah Nalu for the win :3
~Lucy

czwartek, 3 kwietnia 2014

Natsu, rybki i dyplomatyczne rozwiązania

Hej! Dawno nie pisałam, przepraszam, ale nie mam za bardzo czasu. Ale jest rozdział!!!
Ten rozdział dedykuję tym osobom, które czytają mojego bloga (bo twórczością tego nazwać nie mogę!).
***
   Makarov wszedł do nory Natsu i zobaczył dwa wilki i kotka siedzących przy stole, na którym stało śniadanie. Tylko Happy'emu dopisywał apetyt.
   -Widzę, że macie śniadanko.
-Siadaj dziadku.- powiedział Natsu, wciąż wpatrując się w martwy punkt.
-Czy... to, co Mirajane napisała w "Wyciu" to prawda?- zapytał mistrz
-Niestety tak.-odpowiedział Salamander- Zaraz! Mirajane?- I Natsu i Lucy byli tak zdziwieni, że zapomnieli o obecności gościa i rzucili się na Happy'ego. Z jego łapek wyleciał śledzik.
   -Happy! Jak mogłeś?!- zdenerwowała się wilczyca
-Happy! Ty zdrajco!- Natsu dobił Happy'ego
-A-ale... Natsu! To były... to były...- szlochał kotek- To były śle-śledziki w-w śmietanie!!!
***
   W Fairy Tail było spokojnie. Po prostu za wcześnie, by ktoś zdążył się rozkręcić. Kilka wilków siedziało przy stolikach, Erza jadła pożerała ciasto truskawkowe, a Gray... tak, zgadliście... gapił się na jej zadek (tym razem mu się upiekło, Erza była zbyt zajęta ciastem). 
   Nagle drzwi wyleciały w powietrze. Wszyscy ujrzeli rozjuszonego Natsu. 
   -MIRAJANE!!!- no, no, Salamander naprawdę nieźle się wpienił. 
-Co się stało, Natsu?
   Wilk był tak wściekły, że był w stanie skrzywdzić Mirajane. 
   -Gray, łap Natsu!- rozkazał Makarov-Ja wszystko wytłumaczę na spokojnie Mirze.
Gray szybko wypełnił rozkaz, zamykając Natsu w lodowej klatce. Salamander zapłonął (dosłownie i w przenośni).
-Nie wysilaj się.- powiedział spokojnie czarny wilk- Jest ognioodporna.- Natsu nie zwracał na to uwagi. Żeby mu dopiec, Gray rzekł:
   -Hej, płomyczku, to zdjęcie to z photoshopa?
-Zamknij się!
-Aaaa, czyli prawdziwe?- Gray wydawał się być zadowolony ze swojego żartu (no przecież to takie funny)
-Jak ci rozpieprzę tą twoją mordę, to już się nie będziesz tak głupio uśmiechać, mrożonko!- klatka się roztopiła.
   -Dość!- krzyknął Makarov- Wszystko wytłumaczone, cała wataha ma zapomnieć o sprawie!
   "Cholera, akurat jak rozpieprzyłem klatkę"- pomyślał Natsu, ale i tak przyłożył Gray'owi. W chwilę potem cała wataha włączyła się do bójki.
***
Ogłoszenia!
Tym razem nie parafialne ani czytelnikopasterskie.
1. Rozdział się podobał? Proszę o komentarze. :)
2. Kiedyś napiszę długi rozdział. Wytrzymacie do wakacji, prawda?
3. Kończą mi się pomysły na dedykacje. Chce ktoś? Jak tak --------> KOMENTARZ.
To tyle, jak na dziś. Dzięki za przeczytanie. O ile ktoś to czyta. A jeśli to czytasz, to znaczy, że to czytasz. :)

piątek, 14 marca 2014

"Wycie poranne"

Ten rozdział dedykuję mojemu byłemu nauczycielowi od polskiego, Panu Batorowi, za to, że nauczył mnie pisać opowiadania.
***
   -Hihihi, zrobiłem wam fotkę!- powiedział Happy, budząc Lucy. 
-Co?... -zapytała zaspana wilczyca. Nagle krzyknęła  (wow, w końcu zauważyła). Natsu też się się śmiertelnie przestraszył (Aż się obudził i gwałtownie otworzył oczy). 
   -Zaraz... Happy... co zrobiłeś?- ochłonęła Lucy
-Fotkę. Wam.
-Pokaż!- krzyknęły wilki zgodnym chórem- Gdzie ono jest?!
-W porannej gazecie!- odpowiedział Happy i podał im gazetę "Wycie poranne". Na pierwszej stronie było zdjęcie przytulonych do siebie wilków i wielki różowy napis: ROMANS SALAMANDRA Z NOWĄ CZŁONKINIĄ WATAHY! Obok był mniejszy, biały: Więcej na stronie 16 Natsu otworzył pismo na podanej stronie i przeczytał: 
"Wczoraj do Fairy Tail dołączyła nowa wilczyca. Z naszych źródeł wynika, że jest magiem gwiezdnych duchów. Dzisiejszej nocy została przyłapana i sfotografowana w łóżku z tulącym się do niej... słynnym Salamandrem z Fairy Tail. Nie wiadomo, czy Natsu Dragneel znał wcześniej tą wilczycę. A może to prostytu..."- w tym momencie gazeta spłonęła.
***
OGŁOSZENIA PARAFIALNE!
1. Przepraszam, że taki krótki, ale muszę trzymać was (jeśli to czytacie) w napięciu, musicie się zastanawiać, co będzie dalej.
2.Nie wiem komu dać dedykację na następny rozdział. Jakieś propozycje?
3.Przepraszam (znowu), że tak dawno nie pisałam. Czemu? Fala sprawdzianów...
4.Byłam dziś w kinie na filmie "Kamienie na Szaniec". Jeśli nie byliście- niech tak pozostanie. 
Amen.
Boże, jaki słodki <3